Melaka – miasto z legendami

Plan na dzień dzisiejszy to zwiedzenie miasta Melaka – miasta wpisanego na listę UNESCO, które kryje za sobą ciekawą historię. Rano jemy śniadanie w jednej z lokalnych knajpek. Odbieramy także pranie, które zleciliśmy dzień wcześniej w hotelu. Część ciuchów wydzielała już nieprzyjemny zapach, więc wypadało je przeprać. Wyprane, wysuszone i wyprasowane ubrania czekają na nas w recepcji. Zaraz potem udajemy się z Paulem w podróż do Melaki, która zajmuje nam około 2h.

Pierwszy przystanek mamy mniej więcej w połowie drogi do Melaki. Zatrzymujemy się na chwilkę w restauracji, która położona jest nad autostradą. Tak, tak, dosłownie – nad autostradą. W Malezji są tylko 2 takie restauracje. Można przejść z jednego końca restauracji na drugi i wyjść po drugiej stronie autostrady. Znajduje się tam dużo sklepików różnego rodzaju i knajpka gdzie możemy coś zjeść. Robimy krótki postój i ruszamy w dalszą drogę.

Melaka – historia

Po dojechaniu do Melaki Paul opowiada nam co nieco o historii miasta.

Na początku Melaka była wioską rybacką o nazwie Orang Laut. Sułtan Parameswara przybył do miasta przypadkiem, podczas gdy szukał dobrego miejsca na wybudowanie portu. W owym czasie Malezja była w stanie wojny.

Podczas gdy odpoczywał nad rzeką jego pies wytropił kanczyla (ang. mouse dear – miniaturowa wersja jelenia) i zaczął na niego polować. Sułtan patrzył jak kanczyl broni się przed psem. Finalnie to kanczyl zatryumfował, spychając psa do pobliskiej rzeki.

Sułtan zafascynowany odwagą kanczyla wziął to za dobry znak. Słaby pokonuje silniejszego. Paramaswera postanowił, że właśnie w tym miejscu rozpocznie budowę swojego imperium. Nazwał miasto Melaka, po nazwie drzewa pod którym odpoczywał. Tak właśnie narodziła się Melaka.

Na początku XVI wieku Melaka była największym i najbogatszym portem na całym świecie. Przypływali tam ludzie z całej Azji a nawet i Europy. W późniejszym czasie Melaka przeszła pod okupację Portugalczyków, którzy przejęli kontrolę nad portem. Panowali tam około 130 lat. Następnie władzę przejęli Holendrzy na 180 lat a na samym końcu przybyli Brytyjczycy.

Finalnie Melaka odzyskała swoją niezależność w 1957 roku i stała się częścią niepodległej Malezji. Jednak wszystkie poprzednie okupacje odbiły na Melace swój ślad, co pewnie niedługo zobaczycie.

Studnia królewska w Melace

Pierwszym miejscem, które przyszło nam odwiedzić to studnia królewska. Wiąże się z nią ciekawa historia. Sułtan postanowił zrobić łaźnię, dla wybranki swojego serca, w której księżniczka miała zażywać kąpieli. Jednak księżniczce nie do końca się to spodobało. Tak więc sułtan postanowił, że zrobi coś dla ludu i łaźnie zamienił na publiczną studnię. Podczas kolonizacji studnię ogrodzili murem Holendrzy.

Było to wtedy jedyne pewne miejsce, z którego mogli czerpać wodę, ale bali się, że ktoś może ją zatruć. Wybudowali więc mur wokół całej studni i zostawili tylko małe otwory, jakie możemy czasem zobaczyć w zamkach. Te są wąskie i prostokątne. Drugi typ otworów, to otwory okrągłe. Wkładano przez nie połowę bambusa i tym samym podawano mieszkańcom Melaki wodę do wiader.

Chiński cmentarz

Niedaleko studni znajduje się także największy cmentarz chiński, położony poza granicami Chin. Składa się na niego w sumie prawie 13tys grobów. Całość jest położona na wzgórzu, z którego rozciąga się widok na okolicę. Paul zachęca nas, abyśmy weszli na samą górę. Radzi żebyśmy trzymali się razem, żeby się nie zgubić.

Cmentarz generalnie sprawia dziwne wrażenie. Może dlatego, że wygląda trochę inaczej niż te nasze w Polsce. Całość to w zasadzie duży ogród. Tylko gdzieniegdzie wystają jakieś fantastyczne kształty grobów. Panuje tam ciężki do opisania spokój, czuje się jakby było się w całkiem odosobnionym miejscu jednocześnie czując obecność tysięcy leżących tam osób. Zachowujemy się cicho i raczej niewiele ze sobą rozmawiając, starając się uczcić spokój zmarłych. Powoli kierujemy się na szczyt. Ze szczytu rozciąga się widok na okolicę, która raczej składa się z brudnych budynków. Widok nieciekawy, ale sam cmentarz zdecydowanie warto odwiedzić. Schodzimy w dół i spotykamy Paula. Pytamy go, czy kształt grobów ma jakieś znaczenie?

Tak, ma symboliczne znaczenie. Jeżeli przyjrzycie się uważnie, zobaczycie, że prawie każdy ma taki sam kształt. Wybrzuszenie, które znajduje się na grobie ma symbolizować brzuch ciężarnej kobiety, a tym samym – powtórne narodziny. Dodatkowo, wokół grobu jest utworzony półokrąg. Jest to ochrona przed złymi duchami, które miałby niepokoić zmarłych. Taki duch będzie krążył po półkolu, nie mogąc dostać się do ducha zmarłego.

Czasami przy dużym grobie znajduje się także mały grób. Jest to pochowany ze swoim panem sługa, który będzie mu też służył po śmierci.

Groby mają czasami inny kształt, bardziej fantastyczny. Albo jest to grób, który wygląda jak miniaturowy dom, albo wrak statku. Rzadko kiedy takie spotykamy, ale na pewno wyróżniają się spośród reszty.

Następnie wracamy jeszcze na chwilkę do świątyni, która znajduje się tuż obok studni, przy której byliśmy na początku. Paul chce pokazać nam coś jeszcze. Bierze kubeczek i napełnia go do pełna wodą, tak, że sięga aż po jego brzegi. Pyta nas co się stanie, jeśli do środka wrzuci kilka monet? Kubek jest wypełniony po brzegi, więc odpowiadamy, że woda prawdopodobnie się wyleje z kubeczka. Paul nic nie mówi tylko wrzuca te kilka monet do kubka. O dziwo, z kubka nie wypłynęła nawet kropla wody. Poziom wody w kubku się podniósł i całość balansowała na górze.

Jest to ciekawe zjawisko, ale niestety nie potrafię Wam go wyjaśnić. Ta woda pochodzi ze studni, którą wcześniej oglądaliśmy. Podobno jeżeli wypije się wodę z tej studni, kiedyś jeszcze zawita się do Melaki:)

Melaka – centrum miasta

Zaraz potem Paul zabiera nas do centrum miasta. Wcześniej już wspominał, żebyśmy się nie przerazili widząc dużo kiczu. Udajemy się w stronę rynku, na którym stoi mnóstwo dorożek. I na prawdę mają fantazyjne dodatki. Gigantyczne głośniki, mnóstwo znaczków hello kity, dorożek wyglądających jak gigantyczne truskawki czy różowe kwiaty. Dodatkowo mijamy kolesia w kostiumie Spider-Mana. Niedaleko stoi mim, który daje przedstawienie innym turystom. Na środku wszystkiego stoi fontanna, a w okół masa budynków w łososiowym kolorze. Wszystko to strasznie przekoloryzowane.

To tylko część rzeczy, które tutaj zobaczycie. Dodatkowo jest jeszcze parę innych atrakcji oraz cała masa różnego rodzaju muzeów oraz świątyń. Wszystko przez obecną panią prezydent – wszystko dla turystów. Chce przyciągnąć jak najwięcej osób do Melaki, ale nie za bardzo się jej to udaje, co z resztą widzicie.

Aby trochę oderwać nas od przesytu kolorami i kiczem Paul zabiera nas do kościoła Chrystusowego. Kościół jak kościół. Podobny do tych jakie znajdziemy u nas w kraju. Jedną z ciekawostek natomiast jest sufit, a w zasadzie belki. Zostały one wzięte ze spalonego kościoła, do którego się udajemy zaraz po wyjściu z kościoła Chrystusowego. Znajduje się on na wzgórzu, które wznosi się nad całym miastem.

Kościół świętego Pawła i niezwykła legenda

Jest to kościół świętego Pawła i stoi na wzgórzu tego samego imiennika. Kościół ostał zbudowany około roku 1521 przez Portugalczyka Duarte Coelho jako wynagrodzenie za uratowanie go ze sztormu na morzu Chińskim. Przed kościołem stoi posąg świętego Franciszka Ksawerego. Święty Franciszek Ksawery był katolickim misjonarzem, który przetłumaczył Biblię na język malajski i szerzył chrześcijaństwo w całej południowo wschodniej Azji. Pierwsze co rzuca się w oczy to to, że świętemu brakuje jego części jego prawej ręki. Wiąże się z tym ciekawa historia.

Gdy Franciszek Ksawery zmarł w roku 1552 jego ciało znajdowało się przez chwilę w podziemiach tego Kościoła. W 1553 roku ciało zostało przeniesione do Goi w Indiach. Podczas jego życia zdiagnozowano kilkanaście cudów, które stały się za jego sprawą. Franciszek używał swojej prawej ręki, żeby błogosławić i udzielać chrztu nawróconym. W 1614 roku została ona odcięta i przesłana do Rzymu w celu dokładniejszego zbadania. Pozwoliło to ówczesnemu papieżowi kanonizować Franciszka Ksawerego. Legenda mówi tutaj, że po odcięciu ręki z rany po odcięciu zaczęła płynąć krew, której pomimo upływu czasu nie powinno już tam być. W tą legendę może i nie każdy wierzy, ale ludzi bardziej zaskoczył inny fakt. Ten posąg, który tutaj widzicie został postawiony w 1953 roku. Ale był „w komplecie” – czyli miał 2 ręce. Ale następnego dnia wielkie drzewo przewróciło się i oderwało posągowi prawą rękę! Tak więc święty Franciszek Ksawery stracił prawą rękę 2 razy.

Zaraz po opowieści Paula o posągu na wzgórzu świętego Pawła schodzimy z powrotem do centrum.

Centrum Melaki, ciąg dalszy

Paul mówi, że da nam chwilę czasu żebyśmy mogli pozwiedzać miasto. Poleca ulicę Jonkersów, na której znajdziemy masę ciekawych sklepików. Rozstajemy się tuż przed knajpką, gdzie stoi cała masa ludzi.

Zajrzyjcie tutaj potem! Jest to jedyne miejsce gdzie sprzedają prawdziwego kurczaka i ryż w kulkach! W każdym innym miejscu tylko podróbki!

Udajemy się zatem ulicą Jonkersów, jak Paul przykazał. Faktycznie, masy sklepów, kawiarni, antykwariatów itp. Kupujemy tam kilka ciasteczek, między inny tartę z jabłkami. Mimo europejskiej nazwy, nie przypomina to tarty, ale jest bardzo smaczne. Monika mówi, że to ponoć jeden z lokalnych specjałów. Oprócz tarty kupujemy także kaję – dżem z kokosa, oraz ciasteczka o smaku kurczaka, o których wcześniej wspominał nam Paul. Dla ciekawskich – powinniście i tak spróbować sami, ale uprzedzę pytanie – nie, nie smakują jak kurczak. Bardziej można powiedzieć, że smakują ziołami, ale z kurczakiem wiele wspólnego nie mają:)

Na równoległej ulicy z kolei znajduje się cała masa świątyń oraz meczet. Wchodzimy do niektórych z nich, robimy zdjęcia itp. Jeśli chodzi o same zdjęcia, trzeba być czasami ostrożnym. W antykwariatach i mini-galeriach sztuki bardzo często wisi oznaczenie, żeby nie robić zdjęć. Albo informacja, że za zdjęcie należy zapłacić 50RM. Jesteśmy świadkami śmiesznej sytuacji, w której, ktoś zrobił zdjęcie telefonem, mimo wywieszonej informacji, żeby tych zdjęć nie robić. Bardzo szybko przylatuje właściciel i krzyczy na turystę

You didn’t see the sign?! Delete this photo now! You fucker!

Uśmialiśmy się nieziemsko widząc całą sytuację, mimo, że turyście do śmiechu nie było. Nie wiemy czy usunął zdjęcie, ale bardzo szybko uciekał przed wściekłym właścicielem galerii.

Gdy już poczuliśmy się usatysfakcjonowani zwiedzaniem i weszliśmy tam gdzie chcieliśmy przyszła kolej na ryż w kulkach zachwalany przez Paula. Kolejka znacząco się zmniejszyła, ale to prawdopodobnie dlatego, że dochodzi już godzina zamknięcia baru. Jesteśmy obsłużeni ekspresowo, bo w niecałe 2 minuty. Podali nam zimne kawałki kurczaka, kilka kurek ryżowych, które niestety też są zimne oraz wodę z limonką. Co tu dużo ukrywać – nie za bardzo nam smakowało, może głównie dlatego, że jedzenie było zimne. Za 30RM nie opłaca się, chyba, że we wcześniejszych godzinach podają ciepłe jedzenie;)

Forty Melaki

Zaraz potem udajemy się na krótki spacer po wzgórzu i okolicach. Paul w oddali pokazuje nam różne fantazyjne kształty muzeów, wieżę, z obrotową restauracją, która jeździ z góry na dół i kręci się dookoła. Przechodzimy na drugą stronę wzgórza i udajemy się do małego fortu.

Fort ten jest połączony z drugim fortem podziemnym korytarzem o długości około 3-4 kilometrów. Tunel miał być świetną atrakcją turystyczną ale ani Portugalczycy ani Duńczycy nie zgodzili się na otwarcie tego tunelu. Głównym powodem są szczątki poległych żołnierzy, które nadal znajdują się w tunelach.

Następnie udajemy się do muzeum Melaki. Wstęp kosztuje 2RM od osoby. Paul stwierdził, że jeśli chcemy poznać historię Melaki bardziej dokładnie jest to punkt obowiązkowy. Na przeciwko muzeum znajduje się zakazany ogród. Generalnie nie jest jakoś szczególnie piękny, więc szybko udajemy się do muzeum. Faktycznie, jest ono gigantyczne. Może nie wielkości Luwru, ale zwiedzenie go zajmuje nam sporo czasu. Po całym muzeum chodzimy boso. W nim możemy zobaczyć masę obrazów, rzeźb, kostiumów i wszystkiego co może być związane z historią Melaki. Muzeum to jakby jedna duża ścieżka, która pokazuje historię miasta od najstarszych czasów, aż po te najnowsze. Po przejściu całego muzeum wracamy do Paula. Ten zabiera nas jeszcze na krótką przejażdżkę. Jedziemy samochodem obok muzeum morskiego w kształcie statku, podjeżdżamy pod drugi fort, który jest połączony tunelem z tym pierwszym. Jednym z ostatnich punktów jest port rybacki. Niestety nie jest on szczególnie urodziwy. Masa śmieci oraz gigantyczny hotel w budowie. Okolica może i ładna, ale sam port nieszczególny.

Powrót do Kuala Lumpur

Zaraz potem wsiadamy do samochodu i wracamy do Kuala Lumpur. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze przy starym pałacu prezydenckim, który został przekształcony w muzeum. Jest już późna godzina, więc jedynie patrzymy z zewnątrz przez bramę. Pałac mógłby być ciekawym miejscem do zobaczenia:) Ale wiadomo, nie można mieć wszystkiego;)

Po powrocie do Kuala Lumpur, Paul zostawia nas pod Central Market. Coś jak gigantyczny sklep z pamiątkami, można tam kupić dosłownie wszystko. Po szybkiej rundce przez kilka sklepów, szybko się nudzimy i postanawiamy udać się na nocny spacer po mieście. Zatrzymujemy się przy 2óch meczetach oraz oglądamy  przygotowania do nadchodzącego dnia niepodległości (31 sierpnia) i powoli kierujemy się w stronę naszego hotelu.

Powiązane posty

Powrót do góry strony