Przejdź do treści głównej

Nong Khiaw i Muang Ngoi

Kilka słów o transporcie

Główny plan na dzisiaj to dostanie się do Nong Khiaw. Bilety autobusowe kupujemy przez agencję turystyczną, bo dworzec znajduje się za miastem i co dziwne w całym mieście nie widać ani jednego tuk tuka. Koszt biletu wynosi 100000 kip. W cenie wliczony jest transport tuk tukiem na dworzec i prowizja agencji. Po chwili czekania zostajemy upchnięci do dwóch tuk tuków. Okazuje się, że jadą z nami również osoby, które nie zamówiły transportu przez pośrednika. Po prostu podeszli i dogadali się bezpośrednio z kierowcą kiedy my wsiadaliśmy do pojazdu. Cena transportu wyniosła ich 10000 kip za osobę. Bilet autobusowy kosztuje 60000 kip co pozwoliło im zaoszczędzić trochę pieniędzy 😉

Kolejną ciekawostką są autobusy VIP. Jedna z jadących z nami turystek kupiła bilet na minivana, który miał być wygodniejszym i szybszym środkiem transportu. Jednak po dojechaniu na dworzec, została skierowana do tego samego autobusu co my. Różnicy kosztów oczywiście nie dostała.

Po 5 godzinach jazdy docieramy do Pak Mong. Niestety nie ma bezpośredniego połączenia z Nong Khiaw. Tu musimy się przesiąść do mini busa – 25000 kip za osobę. Cena wydaje się być mocno zawyżona, ale nie udaje nam się nic wynegocjować.

Nong Khiaw

Rzeka Nam Ou

Nong Khiaw jest to małe miasteczko położone w bardzo malowniczym miejscu nad rzeką Nam Ou. Ze wszystkich stron otaczają go wapienne skały tworząc dramatyczny krajobraz. Dużo pensjonatów położonych jest nad samą rzeką, niestety wszystkie tańsze są już zajęte. Na szczęście dość szybko udaje nam się znaleźć nocleg położony nieco dalej, ale z hamakami i darmową herbatą 🙂

Bungalowy nad rzeką Most w Nong Khiaw

Kolejnego dnia wstajemy wcześnie rano. Mamy plan wyjścia na punkt widokowy w Nong Khiaw i zobaczenia panoramy okolicy z innej perspektywy. Za wstęp na ścieżkę prowadzącą do punktu widokowego zbierana jest opłata w wysokości 20000 kip. Droga pod górę nie jest trudna, ale można się trochę zmęczyć. Ścieżka prowadzi głównie przez las, więc warto mieć ze sobą jakiś repelent. Przy bardziej stromych podejściach obok szlaku znajdują się liny i barierki ułatwiające marsz. Całość teoretycznie zajmuje około 1h 45min, nam zajęło to niecałą godzinę.

Na szlaku

Ze szczytu rozciąga się piękny widok na wioskę, rzekę oraz pobliskie góry. Smaczku dodają wiszące nisko chmury, które przykrywają część okolicy. Na górze jest wiata i kilka miejsc gdzie można usiąść i odpocząć. I oczywiście jest też obowiązkowy hamak 🙂 Na szczycie spotykamy tylko jednego chłopaka i przez jakiś możemy w ciszy podziwiać widoki. Kiedy zaczynamy już schodzić zaczyna pojawiać się coraz więcej osób. Warto było wstać wcześnie rano 😉

Widok z punktu widokowego w Nong Khiaw Punkt widokowy w Nong Khiaw Widok na Nong Khiaw

Czas na śniadanie, w czasie którego jesteśmy świadkami walki kogutów. Dwóch mężczyzn siedzących na ulicy koło restauracji szczuje dwa ptaki na siebie świetnie się przy tym bawiąc. No cóż… Później kręcimy się chwilę po mieście i wracamy do hostelu. Jednak nie mamy czasu na długi odpoczynek ponieważ chcemy zdobyć jeszcze jeden punkt widokowy położony po drugiej stronie miasteczka. Wejście tym razem kosztuje – 10000 kip. Pani zbierająca opłaty początkowo twierdzi, że nie ma drobnych, więc wyda nam resztę jak będziemy wracać. Jakoś nie chce nam się w to wierzyć, że kobieta jeszcze tam będzie. Po zażądaniu zwrotu naszych pieniędzy, nagle stwierdza, że pójdzie je sama rozmienić i wyda nam resztę już teraz.

Wejście na drugi punkt widokowy jest już znacznie większym wyzwaniem. Ścieżka idzie stromo w górę, lin do pomocy nie ma żadnych. Od czasu do czasu jest bambusowa poręcz albo jakieś schodki. Jest też parę drabin i interesujących przejść. Trasa generalnie bardzo ciekawa, ale też męcząca. Widok ze szczytu również niczego sobie. Tu również znajduje się wiata i rozłożona jest mata, gdzie można odpocząć.

Wiata na punkcie widokowymNong Khiaw widziane z góry

Schodzimy inną ścieżką, dłuższą, ale mniej stromą. Towarzyszą nam olbrzymie mrówki, które umiłowały sobie bambusowe poręcze, za które można się łapać. Ale położenie ręki na takiej mrówce, skutecznie zniechęca nas do trzymania poręczy. Po wyjściu na drogę podchodzimy jeszcze do położonej niedaleko jaskini, ale okazuje się, że i tu za wstęp trzeba zapłacić. Nie jesteśmy zapalonymi grotołazami, więc zamiast iść do jaskini, wracamy do miasteczka. Czas w końcu odpocząć!

Muang Ngoi

Główna ulica w Muang Noi

Naszym kolejnym przystankiem jest Muang Ngoi. Żeby się tu dostać trzeba popłynąć łódką w górę rzeki. Bilety kosztują nas 50000 kipów. Łódka ma odpłynąć o godzinie 11. Czekamy cierpliwie na przystani razem z gronem turystów. Faktycznie łódka przypływa, ale my i 6 innych turystów już się na niej nie mieścimy. Innej łódki nie widać, kolejna ma odpływać o 14. I co teraz? Ktoś każe nam czekać, więc czekamy.  Siedzimy sobie na przystani, omijani przez lokalnych mieszkańców wsiadających do kolejnych łódek. Niektórzy zaczynają się już denerwować, ktoś idzie się zapytać kiedy w końcu popłyniemy. Dowiadują się, że teraz. No to siedzimy dalej.

W końcu zostajemy dosadzeni do łódki z lokalnymi mieszkańcami. Siedzimy upchnięci z tyłu jakieś 15min, ale nic się nie dzieje. Nastroje coraz gorsze, jeszcze żarty ratują jakoś sytuacje. Po jakimś czasie podpływa inna łódka i jeden z przewoźników próbuje nas nakłonić żebyśmy się do niej przesiedli. Wolne żarty! Na tej łódce są nasze bagaże, rzucone gdzieś z tyłu, tak że nie ma możliwości się razem z nimi przesiąść. My się nigdzie nie ruszymy. W końcu postanawiają przesadzić część lokalnej ludności i możemy płynąć. Już o 12 odpływamy.

Rejs łódką do Muang Ngoi Bawoły nad rzeką Widok z łódki

Podróż w górę rzeki zajmuje 1h. Widoki są bardzo fajne. Widzimy dużo zażywających kąpieli bawołów. Dużo gór, wiosek i małych łodzi. Przeszkadza tylko bardzo głośny warkot silnika. Praktycznie nie da się rozmawiać. W końcu dopływamy. Na miejscu zaczepia nas kobieta, która oferuje nam nocleg – bungalow nad rzeką i śniadanie wliczone w cenę pokoju. No i oczywiście hamak 😉

Po chwili relaksu postanawiamy jednak, że pora zobaczyć co słychać na tutejszym punkcie widokowym. Przechodzimy przez całe miasteczko, które w zasadzie stanowi jedna ulica. Znajdują się na niej głównie hotele i restauracje. Kawałek za miasteczkiem zaczyna się szlak. Wejście kosztuje 20000 kip. Droga na szczyt jest krótsza i prostsza niż w poprzednich przypadkach. Na górze znajdują się dwa punkty widokowe. Widoki całkiem sympatyczne.

Widok na rzekę Nam Ou Punkt widokowy w Muang Ngoi

Po zejściu z góry wita nas uśmiechnięty pan. Macha do nas butelką wody pytając czy chcemy się napić. My odmachujemy mu naszą butelką krzycząc, że nie potrzebujemy.

No water, Lao Lao!

Okazuje się, że w butelce po wodzie ma lokalną wódkę robioną na bazie ryżu – Lao Lao. No to próbujemy. Nic szczególnego, jak to wódka. Dużo nie wypijamy, za to nasz rozmówca już się mocno chwieje na swoim siedzisku;)

Wieczorem zastanawiamy się czy zostać jeszcze jeden dzień dłużej, czy wracać z powrotem do Nong Khiaw. Można tu jeszcze zrobić trekking do okolicznych wiosek. Podobno jest to całkiem fajna wycieczka. Niestety w Muang Ngoi nie ma bankomatów  więc trzeba mieć przy sobie gotówkę. Pieniądze można wymienić, ale kurs okazuje się drakoński. Dodatkowo zaczynamy kalkulować dostępny czas i stwierdzamy, że lepiej będzie jechać dalej 😉

Przystań w Muang Ngoi Mnich na łódce Koguty są wszędzie ;)

Powiązane posty

Powrót do góry strony