Powrót do Kuching

Ostatni dzień i ostatnie śniadanie w Damai Beach Resort. Przy śniadaniu dyskutujemy o tym, jaki mamy plan na dzisiaj. Monika wraca do Kuala Lumpur, jutro ma lot powrotny do Polski. My zostajemy jeszcze parę dni dłużej. Wymeldowanie z hotelu mamy do godziny 12, więc mamy jeszcze sporo czasu. Jeszcze więcej czasu jest do autobusu do Kuching, gdzie planujemy się dzisiaj dostać. Odjeżdża on dopiero o godzinie 16. Sporo czasu na plażing smażing.

Dzisiaj w ogóle mamy 31 sierpnia – dzień niepodległości dla Malezji. Widać to po ilości gości zjeżdżających do hotelu. W poprzednich dniach gdy chodziliśmy po plaży czy pomiędzy domkami, spotykaliśmy niewielu gości. Dzisiaj hotel zaczyna się zapełniać. Pan na recepcji mówił wcześniej, że należy spodziewać się tłumów, cały resort jest w pełni zabookowany.

Po śniadaniu udajemy się na chwilę na górny basen. Widać, że niewiele osób jeszcze o nim słyszało. Ale już po godzinie czy dwóch zaczynają napływać tłumy. Około południa zwalniamy nasze miejsca na górnym basenie i udajemy się na obiad. Przechodząc przez hotel widać dłuuugą kolejkę do recepcji. Tak samo wygląda sytuacja w knajpce. Czas oczekiwania na zamówienie ciągnie się w nieskończoność.

W końcu wybija godzina wymeldowania się z hotelu i tym samym pożegnania się z Moniką, która wraca do Polski. Pakujemy wszystkie nasze rzeczy. Pokój trzeba zwolnić dla następnych gości. Jako, że mamy jeszcze dużo czasu do naszego busa do Kuching, zostawiamy rzeczy na recepcji. Razem z Moniką czekamy na taksówkę. Gdy przyjeżdża, żegnamy się i już po chwili zostajemy sami. Udajemy się na plażę, żeby jeszcze troszkę się pobyczyć. Kinga stwierdza, że idzie na chwilę popływać. Ja zostaję i pilnuję naszych rzeczy.

Mija całkiem sporo czasu i zaczynam się troszkę niepokoić. Już mam zbierać wszystkie rzeczy i iść szukać Kingi, gdy ta nagle wraca. Wygląda, jakby walczyła z kotem. Nogi i ręce podrapane do krwi, ale dziarsko idzie z podniesioną głową. Pamiętacie te kamienie, o których wcześniej pisałem? Dziś były przykryte wodą i pech chciał, że Kinga popłynęła dokładnie tam, gdzie się znajdowały. Kamienie były bardzo ostre i Kinia porozcinała sobie skórę;/ Szybko dezynfekujemy rany naszą podręczną apteczką i szukamy miejsca gdzie można by się było przebrać i wysuszyć.

Gdy już ogarnęliśmy poszkodowaną, odbieramy nasze bagaże z recepcji i udajemy się na poszukiwanie busa do Kuching. Lawirujmy pomiędzy masą samochodów, żeby dojść w okolice drugiego resortu, skąd ma odjeżdżać bus. Jesteśmy jako jedni z ostatnich i szczęśliwym trafem znajdujemy dla siebie jeszcze dwa wolne miejsca. W bagażniku co prawda nie ma miejsca, więc wszystkie bagaże trzymamy na kolanach. Cena za kurs to 12RM od osoby. Warto być wcześniej, żeby w ogóle załapać się na kurs.

W busie jedzie cała mieszanka narodowa. Brytyjczycy, Nowo Zelandczycy, Malezyjczycy i my Polacy. Podczas jazdy zaczyna się ulewa. Mamy szczęście, że już nie jesteśmy na plaży:) Kobieta z Nowej Zelandii, która jak się dowiadujemy, pracuje tutaj jako nauczycielka języka angielskiego od jakiś dwóch lat, stwierdza, że pora deszczowa przyszła wcześniej niż zwykle.

W pewnym momencie czuję, że coś przesuwa się na podłodze obok mojej nogi. Sprawdzam i widzę iPhone’a 5, który wygląda, jakby spadł z bardzo wysoka. Rozbita szybka, po prostu opłakany stan. Oddaję go kierowcy, i mówię, że chyba ktoś zgubił telefon. Prawdopodobnie jedna z osób, która wcześniej wysiadały. Kierowca pyta, czy ktoś ma numer telefonu, albo czy zna kogoś, kto wysiadał? Cisza… Kierowca odkłada telefon do schowka. Jakieś 20 minut później, komuś z tyłu dzwoni telefon. Gość, który odebrał stuka mnie po ramieniu i mówi mi, żebym podał kierowcy, bo to telefon do niego. Patrzę nieco zdziwiony na kolesia, ale widzę po jego minie, że sam jest zaskoczony:D Podaję telefon kierowcy. Okazuje się, że dzwoni właściciel iPhone’a! Cały bus zaczął się śmiać:D Po rozmowie, kierowca pyta, skąd właściciel telefonu wiedział, do kogo miał zadzwonić? Nikt nie potrafił wyjaśnić tej zagadki. Ale humor całej załogi busa podniósł się i ogólnie zrobiło się bardzo wesoło. Ludzie spekulowali itp.

Dachy świątyń w Kuching Dachy świątyń w Kuching Dachy świątyń w Kuching

Bus zawozi nas do dużego pokoju. Przystanek znajduje się tuż przed hostelem, który wcześniej zabookowaliśmy Singgahshana Lodge – 98RM za pokój dwuosobowy. Hostel pierwsza klasa, śniadania wliczone w cenę, pokoje nawet przytulne, nie licząc zwisających z sufitu stalaktytów w naszej łazience:) Jest to ponoć jeden z popularniejszych hosteli w Kuching. Po ogarnięciu się i wstępnym rozpakowaniu okazało się, że zrobiła się już późno. Udajemy się na kolację do pobliskiej knajpki. Leje cały czas i w dodatku coraz mocniej. Po zjedzeniu, czekamy aż deszcz nieco zelży. Gdy tak się stało, wykorzystujemy chwilę i przebiegamy szybko do naszego hostelu. Zważywszy na złą pogodę i nasze zmęczenie, stwierdziliśmy, że nie pójdziemy szukać obchodów dnia niepodległości:P

Powiązane posty

Powrót do góry strony