Si Phan Don

Nocny autobus do Si Phan Don

Nasz czas w Laosie powoli dobiega końca. Postanawiamy dostać się na południe Laosu, do 4000 wysp, skąd po krótkim pobycie będziemy starali się przedostać do Kambodży. W hotelu kupujemy bilet na nocny autobus do Si Phan Don. Za 2 osoby płacimy 460000 kip. W tą kwotę wliczony jest transport na dworzec autobusowy, podróż autobusem sypialnianym do Pakse, przesiadka na autobus do przystani i kurs łodzią do Don Det.

Z hotelu dostajemy się tuk tukiem na dworzec. Tam przesiadamy się do autobusu, w którym zamiast siedzeń wmontowane są prycze! Niezbyt duże, może 1m szerokości i 1,65 m długości.  Jeśli ma się więc 185cm wzrostu jak niektórzy, wyprostowanie się na takim łóżku jest niemożliwe. Wspominaliśmy, że łózka są podwójne? Idealny wynalazek dla samotnych podróżników chcących podróżować z nieznajomym 😉 Jest też toaleta, ale żeby się tam wyprostować, trzeba mieć może z 1m wysokości. Po raz kolejny przekonujemy się, że kraje azjatyckie nie są stworzone z myślą o wysokich ludziach.

Jak chodzi o komfort jazdy to jest to kwestia względna. W czasie jazdy mocno buja na różne strony. Czasami, bez ostrzeżenia, ktoś włączy światło, po to żeby je po dłuższej chwili wyłączyć. Przez część czasu towarzyszy nam też chrapanie, kaszel etc. Wniosek jest jeden, warto mieć zatyczki do uszu i opaskę na oczy.

Pierwsze wrażenia z okolicy Si Phan Don

O 6 rano zostajemy szturchnięci i wysadzeni z autobusu. Mamy się przesiąść na normalny autobus jadący do Naka Sang. Autobus robi dziwne kombinacje, zawija jakiś ludzi po drodze, których później znowu wysadza gdzieś indziej. Ale to już standard, wiemy że nie należy się spieszyć. W końcu docieramy do Naka Sang. Tam zostajemy skierowani w stronę portu. Wymieniamy nasz autobusowy bilet na bilet na łódkę i płyniemy na wyspę Don Det.

Pierwsze co rzuca się w oczy na wyspie to całkiem dobrze zaopatrzony sklep i duża ilość knajp. Od razu jesteśmy zaczepiani przez mieszkańców oferujących noclegi. My tym razem nocleg mamy zarezerwowany, zresztą po nocnej podróży nie bardzo mielibyśmy siłę na szukanie czegokolwiek. Z drugiej strony okazuje się, że jest dużo tanich pokoi na wyspie.

Don Det ma coś w sobie. Czas tutaj płynie inaczej. Nikt się nigdzie nie spieszy. Atmosfera miejsca udziela się też nam i resztę dnia spędzamy odpoczywając w hamakach.

Don Det i Don Khon

Łódka

Nasz ostatni pełny dzień w Laosie. Wstajemy niespiesznie i walczymy z ogromną chęcią położenia się w hamaku i nic nie robienia. Widać, że taki już jest urok Si Phan Don. Mimo wszystko postanawiamy po śniadaniu wynająć rowery. O dziwo są całkiem sprawne, trochę skrzypiące i z niskimi siodełkami, ale w porównaniu do poprzednich wynajmowanych przez nas rowerów, są naprawdę w porządku.

Ruszamy w trasę wokół wyspy Don Det. Najpierw jedziemy wzdłuż brzegu w kierunku mostu, który prowadzi na większą wyspę, Don Khon. Po drodze widzimy wiele laotańskich domów na palach. Dużo kurczaków, indyków, świń. I ludzie zajmujący się swoimi sprawami. Po drugiej stronie Mekongu widać domki i hotele.

Dom na palachBrzeg MekonguZwiedzamy Don Det Widok na Mekong

Do mostu dojeżdżamy po kilku chwilach. Na drugim końcu mostu stoi mężczyzna, który trzyma w ręku bilety. Jest też informacja, że za wjazd na wyspę trzeba zapłacić. Ale nic bardziej mylnego, okazuje się, że są to bilety wstępu do wodospadów. My na razie postanawiamy ich nie kupować bo nie wiemy czy warto.

Most między wyspami Don Det i Don Khon

Wodospady Li Phi

Jeździmy po zakamarkach Don Khon i w końcu dojeżdżamy do owych wodospadów. Długo zastanawiamy się, czy faktycznie chcemy wydać 70000 kip za wejście do atrakcji (cena za 2 osoby). Podpytujemy ludzi którzy wracają. Twierdzą, że nawet warto. No to idziemy!

Trzeba przyznać, że wodospady są całkiem fajne. Jest ich kilka i trochę klimatem kojarzyły się nam z niektórymi wodospadami na Islandii. Nie spodziewaliśmy się, że na Mekongu mogą być wodospady niosące taką ilość wody, zwłaszcza w porze suchej. Miejsce jest bardzo klimatyczne, rośnie tam dużo bambusów, co rusz można znaleźć ławeczkę, na której można usiąść i podziwiać wodospady. Jest też zejście na plażę, ale tam niestety nie mieliśmy za bardzo czasu się udać. Mieliśmy nieco inny plan.

Całe życie na krawędzi :) Wodospady na Mekongu Wodospady Li Phi

Polowanie na delfiny

Po zwiedzeniu wodospadów ruszamy na sam czubek Don Khon. Tam można zobaczyć delfiny krótkogłowe, żyjące w Mekongu. Wyglądają one trochę inaczej niż standardowe delfiny. Jest to gatunek zagrożony i w okolicy Si Phan Don można zobaczyć podobno aż 3 sztuki! Oznacza to, że za kilka lat już ich tutaj raczej nie spotkamy ;/

Mekong Łódki na Mekongu

Dojeżdżamy na miejsce i dowiadujemy się o ceny. Koszt wynajmu łódki to 70000 kip, więc szukamy kogoś do kompletu. Znajdujemy 3 inne osoby, które chcą zobaczyć delfiny. Podobno na łódce mogą płynąć tylko 4 osoby, ale po krótkich negocjacjach płyniemy wszyscy razem. Wypływamy na Mekong i po jakiś 5 minutach udaje się nam dostrzec pierwszego delfina. Co jakiś czas nad wodą pokazuje się kawałek grzbietu, albo głowa. Raczej nie uda nam się ich uchwycić na zdjęciach w całej okazałości, ale i tak jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy zobaczyć te ciekawe zwierzęta.  Inne miejsce, gdzie można je jeszcze zobaczyć w większej ilości to Kratie w Kambodży. Mieliśmy tam jechać, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy po tym, jak je tutaj zobaczyliśmy.

Delfin krótkogłowy

Powrót

Po zobaczeniu delfinów powoli wracamy na nasza wyspę i objeżdżamy ją rowerami. Jedno marzenie do skreślenia – objechanie wyspy rowerem dookoła! 😀

Domki nad Mekongiem Restauracja nad MekongiemNa sam koniec dnia postanawiamy uczcić nasz pobyt w Si Phan Don pysznymi rybkami, lodami i sokami owocowymi. Czytamy też informacje o przekraczaniu granicy  Laosu i Kambodży. Korupcja, przekręty, długa podróż – informacje  w sieci nie napawają optymizmem. Postanawiamy, że nie damy się wkręcić w jakieś mataczenia i granicę przekroczymy na naszych warunkach 😉

Powiązane posty

Powrót do góry strony