Singapur i Marina Bay

Spało się bardzo dobrze, ale krótko. Pospałoby się dłużej, ale Singapur czeka! Wstajemy bardzo wcześnie, jemy śniadanie w naszym hostelu Ruckzack Inn (tosty + dżem + herbata) i już o 7 zaczynamy zwiedzanie miasta. Startujemy od Chinatown.

Chinatown w Singapurze

Z racji tego, że jest jeszcze bardzo wcześnie, ulice świecą pustkami. Większość chińskich sklepików jest jeszcze zamknięta. Przy niektórych sklepikach zaczynają się leniwie krzątać właściciele. Pierwsze co rzuca się nam w oczy to kontrast. Naprawdę duży kontrast.

Weźmy pod lupę budynki. Część z nich wygląda jak z filmów science fiction z niedalekiej przyszłości. Pokryte zielenią z dużą ilością zieleni. Takie połączenie architektury z naturą. Ogrody czy nawet lasy na dachach. Fantazyjne kształty itp. Z drugiej strony, pomiędzy tymi budynkami stoją świątynie. Więc kolejne połączenie przeszłości z przyszłością. Możecie myśleć, że musi to wyglądać dziwnie, ale wszystko się idealnie komponuje.

Bardzo fajne są też zajęcia prowadzone w parkach i sztucznych parkach pomiędzy budynkami. Ludzie tańczą, ćwiczą sztuki walki itp.

Wchodzimy do jednej świątyni hinduskiej – Sri Veeramakaliamman Temple. Na dachu są dziesiątki figurek. Każda z nich jest kolorowa i bardzo wyrazista. Kręcą się tam masy ludzi. Nawet nie ma gdzie butów odłożyć.

Ulica kwiatów

Buddha Tooth Relic Temple

Następnie wchodzimy do świątyni buddyjskiej – Buddha Tooth Relic Temple and Museum. Ciekawe miejsce. Znajduje się tam kilka poziomów. Na samym dole są ściany wyłożone kafelkami z buddą. Dodatkowo masa pastelowych kolorów. Im wyżej, tym ciekawiej. Przechodzimy przez kolejne poziomy świątyni, które powoli przechodzą w muzeum. Ostatnie piętro to ogród. Przechadzamy się po nim i odpoczywamy chwilę.

W pewnym momencie podchodzi do nas jakiś gość i mówi:

Nie wiem czy wiecie, ale w na dachu tej świątyni znajduje się dzwon. Duży dzwon. W centralnej części ogrodu. Zauważyliście go może? Wejdźcie tam i złapcie za jeden z uchwytów i zacznijcie chodzić w koło. Po każdym pełnym okrążeniu dzwon będzie bił. Okrążcie kilka razy. Za każdym okrążeniem, pomyślcie życzenie, a to się spełni. Ale pamiętajcie, nie możecie myśleć o materialnych rzeczach…

Po czym uśmiecha się do nas i odchodzi. Zaciekawieni szybko udajemy się w poszukiwanie w poszukiwanie dzwonu. Oczywiście zakręciliśmy nim kilka razy:D

Po opuszczeniu świątyni postanawiamy kupić bilet na metro. Odległości w mieście są trochę duże i już wiemy, że na piechotę dużo nie zobaczymy. Dowiedzieliśmy się gdzie jest najbliższy przystanek. Tam kupujemy 2 dniowy bilet za 26$ singapurskich. 10$ jest zwracane gdy zwracamy kartę. Znacząco ułatwia to poruszanie się po mieście.

Marina Bay

Kierujemy się w stronę centrum i Marina Bay. Budynek hotelu wygląda mega imponująco, zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Wchodzimy do środka i kręcimy się chwilę. Zastanawiamy się jak by tu dostać się na górę? W pewnym momencie podchodzi do nas elegancki mężczyzna i pyta, czy chcemy wjechać na taras widokowy? Trochę zdziwieniu, mówimy, że tak.

Gość mówi, że można się tam dostać na 2 sposoby. Na górę można się dostać albo do restauracji i tam kupić sobie drinka, albo zapłacić 20$ i wjechać na taras widokowy (poziom pod barem). Od godziny 18:00 obowiązuje dress-code (tu popatrzył na nasz turystyczny ubiór) i w ciuchach w których jesteśmy już nas nie wpuszczą.

Wjeżdżamy na samą górę – 57 piętro. Widok jest powalający. Pole widzenia ogranicza trochę nieprzejrzyste powietrze, ale i tak, panorama portu z jednej strony, a drugiej centrum miasta robi wrażenie. Tam kupujemy najdroższego drinka w naszym życiu – 23$ za jednego + koszty obsługi! Najtańsze było tam piwo – 16$, które zamówiła większość siedzących tam osób. Jako, że za piwem niespecjalnie przepadamy, kusimy się na drinka.

Marina Bay i drogi drink:)Inifnity pool w Marina Bay Hotel Panorama Portu z Marina Bay Hotel Panorama centrum Singapuru

Można się tam relaksować do woli. Tuż obok baru znajduje się ififnity pool. Chyba jeden z najbardziej znanych na świecie. Fajnie byłoby popływać w takim, zwłaszcza przy tej temperaturze:D  Ale dla nas mocny drink + wysoka temperatura + mały głodek przyniósł szybkie zawroty głowy.

Kręcimy się chwilę ciesząc się widokiem i w końcu decydujemy się zjechać na dół. Nasze kroki kierujemy do Little India i na Arab Street gdzie udajemy się na obiad za 11$. Szwendamy się trochę uliczkami i kierujemy w stronę naszego hostelu.

Merlion

Po drodze zahaczamy jeszcze o Merlion – fontanny lwa. Jest to jeden z symboli Singapuru. Tam można też podziwiać Marina Bay i centrum miasta. Widok jest dość imponujący i jest to miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia.

Panorama Singapuru

Wracamy powoli do Ruckzack Inn, żeby kupić wejściówki do atrakcji turystycznych. Hostel sprzedaje bilety na atrakcje miejskie nieco taniej niż można kupić je na miejscu. Postanawiamy kupić bilety na Gardens by the Bay (18$).

Architekutura Singapuru Merlion - symbol Singapuru

Gardens by the Bay

Na miejsce dojeżdżamy metrem. Robi się już trochę późno. Ogrody przy Marina Bay są dosyć imponujące. Znajdują się tam gigantyczne kwiato-podobne budowle, porośnięte prawdziwymi kwiatami. My liczyliśmy, że kupujemy bilety, które pozwolą nam dostać się na górę, ale okazało się, że mieliśmy wejścia do ogrodu botanicznego oraz do czegoś co nazywa się Cloud Walk. Postanawiamy zacząć od tego drugiego. Czasu nie było zbyt wiele, bo zamykali dość wcześnie.

Marina Bay Hotel

Cloud Walk to w zasadzie ogrody, podzielone na kilka pięter, gdzie chodzi się po przezroczystych mostach. Robi całkiem dobre wrażenie i przyjemnie się tam spaceruje. Jest sporo podświetlanych wodospadów, drzew, rzeźb itp. Fajnie wygląda już zamknięcie obiektu. Włączają się natryskiwacze, które nawadniają całą roślinność. Widok, ponownie, jak w science fiction:)

Ogrody w Cloud Walk Science fiction:)

Ogrody botaniczne to ogrody, gdzie można znaleźć miliony kwiatów. Pokrywają one różne konstrukcje, jak na przykład tuby. Można wejść do środka i popatrzeć w górę. Oba jednak zdecydowanie lepiej odwiedzić w ciągu dnia, a nie wieczorem, tak jak my to zrobiliśmy. Myślę, że byłoby widać nieco więcej rzeczy.

Ogrody botaniczne w Singapurze

Gdy wychodzimy z ogrodu botanicznego jest już ciemno. Zaczyna się wtedy koncert, połączony z grą świateł. Wszystkie te sztuczne kwiaty na zewnątrz świecą wtedy na różne kolory. Mimo tłumów ludzi się też koncert połączony z grą świateł, który odbywa się w Gardens By the bay. Całkiem przyjemny widok i masa ludzi. Kręcimy się jeszcze chwilę po okolicy.

Gardens by the Bay - park

Singapur nocą

Mimo, że nogi wchodzą nam już w 4 litery postanawiamy jeszcze raz udać się w kierunku Merliona i obejrzeć pokaz laserów z Marina Bay. Był taki sobie, ale widok nocą na miasto – pierwsza klasa.

Pokaz laserów w Singapurze Singapur

Potem w końcu powoli zaczęliśmy wracać. Przeszliśmy galerię, MRT i w końcu dotarliśmy do naszego hostelu. Godzina 23:00. Od rana cały czas na nogach. Kolejny dzień z rzędu padamy jak muchy;)

Powiązane posty

Powrót do góry strony