Tam Coc

Przyjazd do Ninh Binh

Do Ninh Binh docieramy o 4 nad ranem. Kierowca wysadza nas pod zaprzyjaźnionym hotelem. Wychodzi stamtąd kobieta proponująca nam nocleg lub przeczekanie do rana w pokoju odpoczynkowym. Ceny są wygórowane, a my mamy zarezerwowany nocleg w miasteczku, więc nie korzystamy z oferty, tylko idziemy szukać naszego pensjonatu.

Po krótkim spacerze docieramy na miejsce. Nawet pokój dostajemy od razu. Postanawiamy wykorzystać tą okoliczność i przespać się choć chwilę.

Po śniadaniu wypożyczamy rowery i ruszamy zwiedzać Tam Coc. Jest to miasteczko znajdujące się obok Ninh Binh, położone w malowniczym otoczeniu wysokich, wapiennych skał. Miejsce to jest czasem porównywane do zatoki Halong, jednak po zobaczeniu obu stwierdzamy, że miejsca te są zupełnie różne. I oba na pewno są warte zobaczenia 😉

Hang Mua i Mua Caves

Pierwszym miejscem do którego docieramy na rowerach jest Hang Mua. Przy końcu drogi dwóch chłopaków w niewielkich odległościach od siebie macha do nas rękami zachęcając do skorzystania z parkingów rowerowych. Dojeżdżamy do ostatniego z wyznaczonych miejsc celem skorzystania z parkingu, ale zaczepia nas jedna z turystek wracających już w drogę powrotną. Dowiadujemy się w ten sposób, że za bramą wejściową jest bezpłatny parking dla rowerów, więc nie warto tu ich zostawiać.

Zostawiamy rowery i kupujemy bilety wejściowe za 200000 VND. Można tu zwiedzać 2 jaskinie i wejść na punkt widokowy, z którego rozpościera się malowniczy widok na całą okolicę. W jednej z jaskiń znajduje się też chałupniczy bar 😉 Można kupić jakieś zimne napoje i usiąść na plastikowych krzesełkach podziwiając widok z drugiego wylotu jaskini.

Schody prowadzące na punkt widokowy Hang Mua My na punkcie widokowym Hang Mua

Punktem obowiązkowym jest wspinaczka na szczyt po niezliczonej ilości schodów. Z góry widoki są cudowne. Z jednej strony podziwiamy rzekę wijącą się między wysokimi wapiennymi skałami, z drugiej obserwujemy zielone pola ryżowe ciągnące się aż po horyzont.

Koza na szczycie w Hang Mua Hang Mua - widok na niższy punkt widokowy Widok na pola ryżowe

Kompleks Bich Dong

Kolejny punktem naszej wycieczki jest kompleks świątynny Bich Dong. Tu również mamy problem z rowerami. Dojeżdżamy na miejsce i widzimy duży, stosunkowo pusty plac. Przed nami jedzie jakiś mężczyzna na rowerze i patrzymy jak zostawia go w cieniu przy skale. Długo się nie zastanawiając robimy tak samo. Odchodzimy kawałek i nagle podchodzi do nas jakiś typek twierdząc, że nie można tu zostawiać rowerów. No to pokazujemy mu rower, który ktoś zostawił przed nami. I co? Dowiadujemy się, że to nie rower :D. Aha…

Nieznajomy próbuje nas wysłać na płatny parking (10 000 VND za rower) znajdujący się tuż obok. Nam nie bardzo się to podoba, więc zawracamy. Kawałek wcześniej znajdujemy przydrożną knajpkę, gdzie zostawiamy rowery bezpłatnie. Umawiamy się z właścicielką, że w drodze powrotnej wstąpimy na coś do jedzenia i picia.

Wracamy piechotą do Bich Dong. W jej skład wchodzą 3 pagody – dolna, środkowa i górna. Znajdują się tu świątynie ukryte w jaskiniach, a jedna z pagód wbudowana jest w skałę. Całość robi niesamowite wrażenie.

Most prowadzący do Bich Dong Jaskinia w Bich Dong Pagoda Bich Dong

Po zwiedzaniu schodzimy na dół i wracamy do knajpki, żeby się posilić. Później kręcimy się jeszcze rowerami po okolicy po prostu jadąc przed siebie. Jest bardzo przyjemnie, dookoła otaczają nas wysokie skały i pola ryżowe!

Rejs łódką po kanale Łódka na kanale w okolicy Tam Coc Domek nad kanałem w okolicy Tam Coc Intensywnie zielony ryż

Rejs łódką w Tam Coc

W końcu dojeżdżamy do centrum Tam Coc, gdzie można wybrać się na rejs łódką pomiędzy wapiennymi skałami. Zbliża się wieczór, ale postanawiamy jeszcze skorzystać z lokalnej atrakcji. Ponownie mamy zgryz z Wietnamczykiem, który chce nas wysłać na płatny parking, ale tym razem go ignorujemy i zostawiamy rower koło dużej grupy innych jednośladów. Profilaktycznie zapinamy kłódki.

Łódki na rzecze w Tam CocWietnamczycy sterują łódki za pomocą nóg

Za bilety na łódkę płacimy 390 000 VND. Czekamy krótka chwilę, dostajemy kapoki i ruszamy. Naszą łódką steruje kobieta. Robi to bardzo umiejętnie za pomocą stóp. Płyniemy wśród skał i pól ryżowych, dwukrotnie przepływamy również przez jaskinie.

Handlarki na rzece w Tam Coc Wietnamczycy przy łódkach Wietnamczyk przy pracy na rzece

W czasie rejsu mijamy handlarki, które podpływają do nas swoimi łódkami i próbują nam sprzedać swoje towary. Dialog wygląda mniej więcej tak:

Kup pan banana! Nie dziękuję. To kup pan piwo! Nie dziękuje. To kup pan może ananasa? No nie, dziękuję. To może wodę pan chociaż kupisz? Nie dziękuję, mam swoją. No to kup pan dla przewoźniczki, zmęczona kobieta. Nie dziękuję.

Cóż, udaje nam się tym samym wkurzyć kolejną osobę. Zostajemy obgadani po wietnamsku, ale niezbyt się tym przejmujemy. Na szczęście większość handlarek już kończy pracę i wraca do Tam Coc, więc drogę powrotną odbywamy w ciszy. Kiedy docieramy z powrotem to Tam Coc zostajemy szturchnięci palcem i słyszymy, że należy się napiwek. Dajemy jej 20 000 VND i opuszczamy łódkę.

Okazuje się, że rejs łódką można prawdopodobnie inaczej zorganizować. Gdy płynęliśmy łódką, po drodze widzieliśmy przystań gdzie turyści rozmawiali sobie z wesołą Wietnamką i wyglądało na to, że targowali się o wycieczkę łodzią. Kobieta wyglądała na chętną, żeby zarobić trochę grosza i pewnie udało się im dojść do porozumienia. Możemy też przypuszczać, że oni zapłacili mniej, a ona zarobiła więcej niż w przypadku oficjalnej wycieczki.

Zachód słońca nad polami ryżowymi Droga w okolicy Tam Coc

 

Powiązane posty