Taranaki i Autostrada Zapomnianego Świata

Wieczorny przejazd Forgotten World Highway

Z parku narodowego Tongarino chcemy dojechać w okolicę góry Taranaki. Mamy kilka możliwych tras do wyboru. Nasz wybór pada na Autostradę Zapomnianego Świata (Forgotten World Highway). Nazwa kusząca, więc jedziemy!

Autostrada Zapomnianego Świata

Na początku trasa wygląda bardzo ciekawie. Czujemy się jak w bajkowej krainie. Dużo zielonych wzgórz i bardzo ładnych widoków. Szkoda tylko, że właśnie zachodzi słońce i nic już nie zobaczymy. A cała droga ma długość 148 km. Niestety tym razem nie będziemy mogli podziwiać okolicy.

Po jakimś czasie jazda zaczyna robić się coraz trudniejsza. Okazuje się, że co jakiś czas trzeba wjeżdżać serpentynami pod górę, a potem w dół. W pewnym momencie droga się zwęża i pojawia się dość długi szutrowy odcinek. Byle tylko nie trzeba było się mijać z innym samochodem…

Dodatkowo w niektórych miejscach na drodze leżą kamienie lub ziemia, które osunęły się w czasie ostatnich nawałnic. Zdarza się nam również natknąć na siedzące na drodze oposy. W jednym miejscu przejeżdżamy przez  nieoświetlony, wąski tunel. W pewnym momencie na drodze pojawia się mgła i chwilę później przy drodze widzimy tabliczkę z napisem miejscowości – Miasto Duchów. Ktoś tu ma naprawdę ciekawe poczucie humoru. Z duszą na ramieniu pokonujemy całą trasę.

Na campingu spotykamy parę, która tą drogę pokonała w dzień. Twierdzą, że jest bardzo malownicza i warta przejechania, ale w ciągu dnia. Znajdujemy również ulotkę dotyczącą tej trasy i dowiadujemy się z niej kilku ciekawostek. Podobno warto poświęcić cały dzień na zobaczenie większości atrakcji, które mija się po drodze. Na trasie do pokonania są 4 przełęcze. Przejeżdża się również przez miasto Whangamomona, gdzie mieszkańcy utworzyli własną republikę. Mają nawet prezydenta. Obecnie stanowisko to zajmuje miejscowa właścicielka baru, za to wcześniej wśród postaci piastujących ten urząd pojawiły się zwierzęta – koza i pudel. Jadąc tamtędy w dzień można nawet otrzymać pieczątkę w paszporcie 🙂

Okolice Taranaki

Pierwszy dzień w Taranaki wita nas ładną pogodą. Niestety kiedy patrzymy w stronę wulkanu Egmont, który przyjechaliśmy tu sfotografować widzimy, że cały jest zasłonięty chmurami. Przez to musimy zweryfikować nasze plany na dzisiejszy dzień.

Postanawiamy pojechać do Wilkies Pools i Dawson Falls. Same jeziorka i wodospad nie robią na nas wielkiego wrażenia, ale szlaki, które do nich prowadzą są całkiem przyjemne. Dodatkowo dojazd na parking, gdzie zaczynają się szlaki, jest niezwykły. Jedziemy wąską drogą w tunelu otworzonym przez gęsto rosnące drzewa.

Droga dojazdowa na parking

Wracając późnym popołudniem na camping zauważamy, że widać już górę Taranaki. Wybieramy jeden z pobliskich punków widokowych i już po paru przygodach jesteśmy na miejscu. Ścieżka prowadząca do punktu widokowego biegnie obok jeziora Mangamoahome. Idziemy szybkim krokiem, a widoku jak nie było tak nie ma. Szlak zaczyna się oddalać od jeziora, czyli idziemy w złym kierunku. Szybko zawracamy i okazuje się, że na początku trasy było odbicie gdzie prowadził właściwy szlak. Widok całkiem fajny, tylko niestety światło do zdjęć już nam uciekło.

Wulkan Egmont / Taranaki

Kolejny dzień wita nas piękną pogodą. Nie ma żadnych chmur na niebie, więc możemy ruszać na podbój Taranaki! Planujemy przejść fragment szlaku Puakai, prowadzący do schroniska i dalej do miejsca, z którego jest bardzo dobry widok na wulkan Egmont (nazywany górą Taranaki). Większość trasy biegnie lasem, dopiero ostatni fragment przed schroniskiem wiedzie przez odsłonięty teren. Trasa jest bardzo zadbana, idzie się cały czas po drewnianych schodkach.

Po krótkim odpoczynku w chatce ruszamy w dalszą trasę. chcemy dotrzeć do miejsca, z którego będzie można zrobić zdjęcie wulkanowi. Kiedy docieramy do wypłaszczenia, z którego widać Taranaki, okazuje się, że część góry przykryła chmura. Robimy kilka zdjęć, podchodzimy do jeziorka z którego widok jest jeszcze ciekawszy i tam robimy sobie przerwę. Niestety dość szybko nad górą gromadzą się chmury  i po chwili szczytu Taranaki już nie widać. Wobec tego ruszamy jeszcze kawałek dalej, po cichu licząc na to, że czubek odsłoni się jeszcze na chwilę.

My na tle góry Taranaki Zdjęcie na tle wulkanu musi być :) Odbicie wulkanu Egmont w jeziorku Góra Taranaki zasłonięta chmurami

Po jakiejś godzinie jesteśmy na miejscu. Jesteśmy na wierzchołku Henry Peak, skąd rozpościera się bajeczny widok na całą okolicę. W oddali widać nawet naszą ulubioną Górę Przeznaczenia. Niestety Taranaki nadal jest zasłonięta. Tu warto wspomnieć o radzie pani z informacji turystycznej:

Przy jeziorku, z którego można podziwiać górę Taranaki, najlepiej być wcześnie rano lub wieczorem. Wtedy jest największa szansa, że góra będzie odsłonięta i nie będzie wiatru, dzięki czemu w jeziorku będzie można zobaczyć jej odbicie.

Opuszczamy Taranaki

Kolejnego dnia ruszamy w dalszą drogę na północ. Naszym pierwszym przystankiem są Trzy Siostry. Są to dosyć wysokie skały znajdujące się na jednej z plaż. Obok 3 Sióstr znajduje się  jeszcze inna słynna formacja skalna – Słoń. Niestety nie ma już trąby, ale z daleka jakieś podobieństwo do prawdziwego słonia można zobaczyć.

Gramy w piłkę Trzy Siostry Słoń - formacja skalna Skały na plaży

Następnym punktem wycieczki jest wodospad Mt. Dumper Falls. Żeby tam dotrzeć trzeba zjechać z drogi jadącej wzdłuż wybrzeża i trochę się pomęczyć na wąskiej, i krętej drodze w głąb lądu. Potem czeka nas przyjemny spacer przez pastwiska, krótkie przejście przez las i już jesteśmy przy wodospadzie.

Mt. Dumper Falls

Forgotten World Highway jeszcze raz

Jako, że droga prowadząca do wodospadu doprowadziła nas w miejsce, z którego możemy dojechać do Forgotten World Highway postanawiamy wrócić na ta drogę jeszcze raz. Za dnia trasa jest faktycznie niesamowicie widokowa, ale i ruch jest większy. Po drodze zauważamy kozę, o której wcześniej powiedzieli nam znajomi na campingu. Martwa, wypatroszona koza powieszona na słupku drogowym…

Panorama Zapomnianego Świata Nevin's Lookout

Powiązane posty

Powrót do góry strony