Plażowanie na wyspie Lombok

Naszą przygodę z Indonezją zaczynamy od pobytu na wyspie Lombok. Trafiamy tu w okresie ramadanu, dlatego nie mamy zamiaru intensywnie zwiedzać, raczej chcemy w końcu odpocząć i poplażować. W ciągu najbliższych kilku tygodni planujemy odwiedzić kilka sąsiadujących wysp i spędzić na każdej kilka dni. Pora na wakacje od wakacji!

Ramadan jest dla muzułmanów świętym miesiącem w czasie którego obowiązuje ich post. Nie mogą m.in. spożywać pokarmów od świtu do zmierzchu. Dla turystów może oznaczać to problemy ze znalezieniem otwartych restauracji w ciągu dnia, problemami z niektórymi wycieczkami itp. Po naszym krótkim pobycie w tym kraju stwierdzamy, że w miejscach turystycznych ramadan raczej nie zaburza funkcjonowania osób przyjezdnych. Większość knajp przy plażach, czy w centrum turystycznym na Bali działa normalnie. Ale zawsze może się zdarzyć wyjątek, więc warto swoje przekonania zweryfikować przed podróżą 😉

Transport na Lombok

Na Lombok przylatujemy z sąsiadującej Malezji. Nasz krótki pobyt na wyspie planujemy spędzić kręcąc się po plażach połozonych na południowej części wyspy, w okolicy miasta Kuta.

Z lotniska do miasta podobno nie kursuje żaden autobus, więc korzystamy z taksówki.  Do naszego hotelu, Tri Putri Guesthouse, docieramy już po zmroku. Zostajemy przywitani przez miłą grupkę lokalnej młodzieży. Zostajemy zaprowadzeni do naszego bungalowa, połozonego w zacisznym ogrodzie. Cały kompleks znajduje się kawałek od centrum co powoduje, że jest tu cisza i spokój.

Plaże na Lombok

Nasze plażowanie zaczynamy od odwiedzenia lokalnej plaży w mieście Kuta. W internecie znaleźliśmy informacje, że plaża nie jest zbyt ciekawa, ale chcemy to sami zweryfikować.

Widokowo plaża jest w porządku. Można się kawałek przespacerować i porobić kilka zdjęć. Znajduje się tu też kilka huśtawek, na których można chwilę odpocząć. Natomiast jeśli chodzi o plażowanie, to nie warto. Dlaczego?

Odpoczynek na huśtawce

Pierwszym problemem jest piasek, który nie jest mięciutki i miły w dotyku, tylko ma konsystencję granulek i wymieszany jest z martwymi koralami. Idąc zapadamy się po kostki, więc chodzi się niezbyt przyjemnie. I czasem boleśnie. Chociaż drugiej strony mamy naturalny, darmowy peeling 😉

Granulowany piasek na plaży Kuta Fragmenty martwych korali na jednej z plaż

Wystarczy się jednak położyć i piasek przestaje być problemem. Za to wtedy zaczyna się cyrk. A w cyrku występują ludzie, psy i małpy. I to dosłownie. Po rozłożeniu się, nie trzeba długo czekać, aż podejdzie do nas ktoś, kto będzie chciał nam coś sprzedać. Będzie to coś do jedzenia – jak ananas, może coś do picia  – świeży kokos, ewentualnie koszulka, sarong, albo inne przydatne podczas plażowania rekwizyty. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt że mniej więcej co 15 min pojawia się coraz to inny sprzedawca, który zdaje się nie rozumieć, że już zjedliście ananasa, wypiliście wodę z kokosa, a sarongów macie już pięć, kupionych na tutejszym targu. Ramadan powoduje też to, że turystów jest bardzo mało, przez co cała uwaga skupia się na kilku plażujących osobach.

Spacer po plaży Kuta

Decydujemy się ruszyć w poszukiwaniu spokojniejszego kawałka plaży. Znajdujemy całkiem obiecujący fragment, ale dość szybko okazuje się, ze teren opanowany jest przez bezpańskie psy. Niektóre z nich kładą się koło turystów czekając prawdopodobnie na jakiś smaczny kąsek, albo na pogłaskanie. My, w czasie marszu, mamy dosyć nieprzyjemną sytuację. Jeden z kundelków zaczyna za nami iść i w pewnym momencie zaczyna na nas szczekać i warczeć. Na szczęście udaje nam się go odgonić i mamy chwilę spokoju.

Kiedy dochodzimy na skraj plaży wydaje nam się już, że znaleźliśmy miejsce idealne. Cisza, spokój. Nie ma ludzi i psów. Szybko okazuje się jednak, że są tu małpy. W czasie gdy my wchodzimy do wody, jedna z nich skrada się do naszych plecaków. Na szczęście udaje nam się w porę zareagować. Ale znowu trzeba iść dalej w poszukiwaniu lepszego miejsca…

Drzewa namorzynowe rosnące przy plaży

Idziemy jeszcze dalej, na jedną z sąsiednich plaż. Znajdujemy fragment z przyjemnym, białym piaskiem, gdzie w końcu udaje nam się chwilę odpocząć. W jednym miejscu jest nawet piaszczyste wejście do wody (w niektórych częściach plaży jest dużo martwych korali, więc przydałyby się buty do wody, których my nie mamy). Jeszcze jednym minusem jest spora ilość glonów w wodzie. Ale przynajmniej, w końcu można posiedzieć w względnym spokoju 🙂

Oczywiście i tutaj zostajemy dostrzeżeni przez lokalnych przedsiębiorców. Najpierw zostajemy zaczepieni przez parę dzieciaków. My wyznajemy zasadę, że od dzieci nie należy nic kupować, bo później zamiast posyłać do szkoły są wykorzystywane do handlu, co rodzicom się bardziej opłaca. Dlatego mówimy, że niczego nie kupimy. Dzieciaki odchodzą i mamy chwilę spokoju. Po jakimś czasie chłopak wraca do nas i ponownie próbuje coś nam sprzedać.

Na początku jest jeszcze miło. Sztampowy zestaw pytań – skąd jesteście, ile czasu na Lomboku etc. Pół godziny rozmowy, ale my nadal nie jesteśmy zainteresowani kupnem. Krystian zostaje nazwany dupkiem, a na pytanie czemu nie jest w szkole, słyszymy tylko gniewne „bla bla bla”. Obrażony chłopak siedzi jeszcze chwilę koło nas, po czym stwierdza, że nas nie lubi i idzie sobie w swoją stronę. No cóż, naszej sympatii też nie zyskał.

Drzewo namorzynowe Popołudnie na plaży Kuta

Wieczorem w czasie kolacji obserwujemy podobną sytuację. W Indonezji pierwszy raz spotykamy się z tym, że handlarze (w tym dzieci) wchodzą do restauracji i machają turystom swoimi wyrobami nad talerzem. My konsekwentnie odmawiamy kupna, ale widzimy jak jeden z gości kupuje coś od małej dziewczynki. Chwilę później dookoła jego stolika kłębi się kilka innych dziewczynek, od których musi coś kupić. Przecież kupiłeś od niej. Kup też ode mnie!

Lombok rowerami

W czasie drugiego dnia postanawiamy dotrzeć do dalej położonych plaż. Decydujemy się na wynajęcie rowerów (początkowo rozważamy również skutery, ale po przeczytaniu w internecie informacji o dziwnych incydentów z ich udziałem rezygnujemy z tego pomysłu).

Rowery kosztują nas tyle co wynajęcie gorszego typu skutera, ale za to są to prawdziwe górskie rowery. Ze sprawnymi przerzutkami! Chyba najlepsze rowery na jakie trafiliśmy w czasie całej podróży po Azji:D

Drewniany most na wyspie Lombok Miejsce do odpoczynku przy plaży

Na początek jedziemy na plażę Tanjung An. Prowadzi do niej mocno wysłużona, dziurawa droga. Ale co to dla naszych rowerów! Zjeżdżamy jednym z dalszych wejść na plażę, znajdujemy ładną palmę dającą cień i kładziemy się na miękkim piasku. Plaża jest bardzo przyjemna, z bielutkim piaskiem pod stopami i intensywnie niebieską wodą. I dużo mniej glonów. Niestety nie jest tu zbyt czysto. Tuż powyżej linii plaży znajduje się spore wysypisko śmieci, w którym buszuje pasąca się krowa. No i w wodzie można się też czasem natknąć na różnego rodzaju śmieci, jak kubek, tubkę po paście do zębów, czy gazetę.

Na plaży można zjeść świeżego ananasa :)Panorama plaży Tanjung Aan

Oczywiście jak są turyści, to są i lokalni handlarze. Tym razem zmotoryzowani, żeby nie musieli się przemęczać przemierzając całą plażę. Nie ma małp, ale psy też się tu kręcą. Jeden z nich obsikuje naszą palmę, a iny kładzie się na jednym z naszych ręczników. Później kolejny spokojnie rozkłada się w naszym pobliżu, ale pojawia się też inny, w bojowym nastroju i zaczyna na tamtego warczeć. My natomiast ćwiczymy spokój ducha i ignorujemy to wszystko.

Po całodziennym plażowaniu wracamy do miasta, oddajemy rowery i idziemy na kolację. Trafiamy na bardzo sympatyczny Warung Amanda. Podają tu chyba najlepszy sos orzechowy jaki próbowaliśmy w Indonezji. Do tego pracuje tu uprzejmy kucharz, który pyta co jakiś czas czy wszystko w porządku. No i dostajemy darmowe przystawki i deser!

Po kolacji próbujemy jeszcze wężowego owoca. Skórkę ma faktycznie trochę podobną do skóry węża. I jest całkiem smaczny, warto spróbować;)

Pożegnanie z Lombok

Kolejnego dnia ponownie wracamy na plażę Kuta. Tym razem idziemy w przeciwnym kierunku do tego, w którym szliśmy za pierwszym razem. Dochodzimy do bardzo zaśmieconego portu, za którym znajduje się kilka małych plaż ukrytych między skałami. Niestety również niezbyt czystych. Po krótkim spacerze wracamy na główną plażę.

Szukamy idealnej plaży Krab na plaży

Ponownie walczymy ze sprzedawcami i staramy się ich ignorować. W jednym miejscu, znajduje się wieża, którą opanowały lokalne dzieciaki. W pewnym momencie obok nas ląduje butelka, wypełniona bliżej niezidentyfikowaną cieczą. Nie wiemy czy rzut miał trafić w nas czy w psa, który leży obok. Niedługo później gówniarzeria przenosi się tuż za nasze plecy. Dzieciaki zaczynają wydzierać się i łazić po drzewie. Decydujemy się zmienić miejsce, co wywołuje u nich dużą wesołość.

Plaża Kuta

Lombok nie przekonał nas na tyle, żebyśmy chcieli spędzić na nim więcej czasu. Kupujemy bilety na wyspę Gili Meno i uciekamy stąd w podskokach. Widokowo jest bardzo ładnie, a plaże w czerwcu są praktycznie puste. Ale niestety tutejsza kultura sprawiła, że nieprędko będziemy chcieli tu wrócić.

Powiązane posty

Powrót do góry strony