Park narodowy Khao Yai

Bangkok

Z Birmy lecimy samolotem do Bangkoku. Postanawiamy zostać tam kilka dni, żeby odpocząć, wyprać ubrania i trochę popracować przed dalszą podróżą do Laosu. Mamy również plan zwiedzenia pobliskiego parku narodowego słynącego z różnorodności fauny, którą można dość łatwo zaobserwować – Khao Yai.

Greenleaf tours

Park narodowy Khao Yai jest oddalony od Bangkoku około 3 godziny jazdy. Autobus do Pak Chong odjeżdża z dworca Mo Chit i kosztuje 300 bat. Nam trafił się zepsuty model, który pod górkę jechał jakieś 20 km/h co wydłużyło naszą podróż do 4 godzin. Po dostaniu się do miasta trzeba sobie zorganizować transport do parku narodowego. My skorzystaliśmy z usług Greenleaf tours, gdzie zarezerwowaliśmy pakiet dwóch wycieczek (3000 bat) i nocleg (600 bat za pokoje z klimatyzacją i ciepłą wodą). W przypadku zarezerwowania całodziennej wycieczki transport do hotelu jest darmowy.

Gekon w naszym pensjonacie

Wycieczka do jaskini

Nasza pierwsza wycieczka to pół-dniowa wyprawa do jaskini połączona z kąpielą w naturalnych źródłach i obserwowaniem wylotu nietoperzy z jaskini o zmierzchu. Wyjazd o godzinie 15, w sporej grupie kilkunastu osób. Przewodnik bardzo sympatyczny, dobrze mówiący po angielsku. Pierwszy postój przy drodze, przewodnik zauważa węża na drzewie, zatrzymujemy się, idziemy go zobaczyć i się czegoś o nim dowiedzieć.

Przewodnik pokazuje nam znalezionego węża

Kolejnym przystankiem są naturalne źródła. Niestety, jest niedziela, więc jest tam dużo ludzi, głównie lokalna młodzież. Część naszej grupy również decyduje się na kąpiel. Niektórzy nawet skaczą do wody. Dodatkową atrakcją są tu wielkie pająki, które wcześniej pokazał nam przewodnik. Wiszą sobie na drzewach czekając na zdobycz. Mają bardzo wytrzymałe pajęczyny, co możemy sprawdzić sami. Czasami mogą złowić nawet małego nietoperza. Duży pająk to samica. Na tej samej sieci jest też samiec, ale ciężko go zauważyć bo nie ma nawet 1cm.

Kto znajdzie drugiego pająka? Na tym zdjęciu ukrył się patyczak :)

Następnym punktem programu jest podziemna jaskinia. Tu nasz przewodnik rozkręca się, znajduje różne dziwne stworzenia i kładzie uczestnikom wycieczki na ręce i głowy. Na pytania czy są niebezpiecznie, jadowite, czy mogą ugryźć zaczyna się śmiać i mówi, że owszem, mogą ugryźć – Ty też możesz kogoś ugryźć. Ale faktycznie, część z tych owadów okazuje się mniej lub bardziej jadowita. Z bardziej znajomych zwierząt widzimy nietoperze i tarantule.

Tarantula koło swojego gniazda Jeden z pajęczaków znalezionych w jaskini Jeden z insektów w jaskini Statuetka Buddy wewnątrz jaskini

Ostatnim punktem programu jets oglądanie wylotu nietoperzy z jaskini. Przyjeżdżamy na miejsce i czekamy, aż się ściemni. Po jakimś czasie zauważamy czarne punkciki lecące i wirujące na tle nocnego nieba. Nietoperzy jest całkiem sporo, podobno około 2 miliony. Po wspólnym opuszczeniu jaskini rozdzielają się i zaczynają polowanie na wszelkiego rodzaju owady. Do jaskini wracają już samodzielnie, o różnych godzinach.

Wycieczka do parku Khao Yai

Druga wycieczka to całodzienna wyprawa do parku narodowego Khao Yai. Tym razem mniej rozrywkowo, ale też ciekawiej – jedziemy szukać zwierzaków w dżungli! Wyjazd tuż po śniadaniu, o godzinie 8 rano. Ludzi znowu sporo, ale tym razem każdy samochód ma osobnego przewodnika, więc wybór mniejszego samochodu zdaje się być sensownym pomysłem.

Po drodze do parku narodowego udaje nam się zobaczyć dzioborożca wielkiego. Oczywiście jest też ogromny pająk i kilka małp. Chwilę później skręcamy na parking i przewodnik znika w wysokich trawach. Po chwili wraca i nakazuje nam być cicho i iść za nim. Krążymy tak dłuższą chwilę, po czym nagle słyszymy trąbienie. Dzikie słonie! Wszyscy zaczynają być podekscytowani. Krążymy dalej, niestety pomimo wysiłków i przedzierania się przez trawy, nie udaje nam się dostrzec słoni. Słyszymy je jeszcze raz, tym razem dużo dalej. No nic, trudno. Wracamy do samochodu i jedziemy w dalszą trasę.

Dzioborożec wielkiSzukając słoni

Przy postoju w pobliżu toalet widzimy jeszcze warana pływającego w wodzie i wygrzewające się na trawie jelenie. Ale w końcu czas zagłębić się w dżunglę! Najpierw przewodnik zauważa dziurę i stwierdza, że to norka skorpiona. Grzebie tam patyczkiem, żeby się nam rzekomy skorpion pokazał, jednak znowu nie przynosi to oczekiwanych rezultatów. Za to my, w między czasie, zauważamy grupę długonogich pająków ukrywających się w drzewie. Na szczęście szybko idziemy dalej. Następnie udaje nam się zobaczyć gibony. Jako, że znajdują się bardzo wysoko na drzewach nieoceniona jest luneta, która nasz przewodnik nosi ze sobą. Później udaje nam się jeszcze zobaczyć żmiję zieloną. Jest jadowita więc i tym razem obserwujemy ją z bezpiecznej odległości przez lunetę.

Szukamy gibonaGibon Żmija zielona

Po lunchu i obejrzeniu pobliskiego wodospadu udajemy się na poszukiwanie krokodyla. Najpierw widzimy ostrzeżenia. Uwaga krokodyl. Zakaz kąpieli. Zakaz zbliżania się do wody. Przewodnik znowu nas wyprzedza i każe poczekać, po czym wraca i pokazuje nam krokodyla. A ten siedzi sobie jakby nigdy nic na drugim brzegu. Wygląda trochę jak sztuczny. Ale otwiera oko i paszczę więc chyba jednak prawdziwy 🙂 Co ciekawe jedna z uczestniczek naszej wycieczki okazuje się być wielką fascynatką zwiedzania dżungli i mówi, że jak była poprzednim razem, z prywatnym przewodnikiem, to krokodyl znajdował się jakieś 2 metry od nich.

Ostatnim punktem programu jest szukanie dzikich słoni. Po drodze zwiedzamy jeszcze jeden wodospad. Później jeździmy samochodem do miejsc gdzie zwykle można je zaobserwować. Okazuje się, że w miejscu gdzie wcześniej chodziliśmy wśród wysokich traw, słonie pojawiły się, ale jakieś 2 godziny przed naszym przybyciem. Niestety i tym razem szczęście nam nie dopisuje. Ale z opowieści naszej koleżanki wynika, że niestety mamy pecha, ona w czasie 3 poprzednich dni słonie widziała.

Jeden z wodospadów w Khao Yai

Dalsza podróż

Z Khao Yai wracamy do Bangkoku. Tym razem udaje nam się zakupić tańsze bilety, za 266 bat. Dodatkowo dostajemy wodę i ciasteczka. W Bangkoku czeka nas jeszcze jeden dzień, potem lot do Chiang Rai i  czas przedostać się dalej – do Laosu.

Powrót do góry strony